List motywacyjny — kto go jeszcze czyta i kiedy naprawdę pomaga

·

Pytanie „czy list motywacyjny jest potrzebny" ma dwie popularne odpowiedzi i obie są złe. Pierwsza: „zawsze dołączaj, bo pokazuje zaangażowanie". Druga: „nikt tego nie czyta, szkoda czasu".

Prawda jest bardziej użyteczna: w większości rekrutacji list nie zostanie przeczytany, a w kilku konkretnych sytuacjach jest najważniejszym dokumentem w zgłoszeniu. Cała sztuka polega na tym, żeby odróżnić jedne od drugich i nie pisać czterdziestu listów po to, żeby trzy z nich miały znaczenie.

Dlaczego zwykle nikt go nie czyta

Wyobraź sobie pracę rekrutera, który prowadzi kilka rekrutacji naraz i na każdą dostaje kilkadziesiąt zgłoszeń. W tekście o tym, jak działa system ATS, opisałem, jak wygląda jego ekran: lista nazwisk, przy każdym CV i — czasem — dodatkowy plik.

Rekruter otwiera CV. Jeśli po kilkunastu sekundach widzi, że kandydat pasuje, zaprasza na rozmowę — list nie jest mu do niczego potrzebny. Jeśli widzi, że nie pasuje, odrzuca — list nie ma szansy niczego zmienić, bo nikt go nie otworzy.

List zostaje przeczytany tylko w trzeciej sytuacji: kiedy CV budzi pytanie. I to jest klucz do całego tematu.

Trzy sytuacje, w których list przesądza

1. Zmieniasz branżę albo rolę

Twoje CV opowiada historię, która nie prowadzi wprost do tego stanowiska. Księgowa, która chce zostać analityczką danych. Kierownik sklepu aplikujący na koordynatora projektów. Programista idący w stronę sprzedaży technicznej.

Rekruter patrzy na CV i widzi rozjazd. Bez wyjaśnienia najprostszą decyzją jest odrzucenie. List odpowiada na pytanie, które i tak padnie: dlaczego ta zmiana i dlaczego masz do niej podstawy.

2. W CV jest coś, co trzeba wyjaśnić

Przerwa w zatrudnieniu. Kilka krótkich epizodów z rzędu. Przeprowadzka do innego miasta. Aplikacja na stanowisko niższe niż obecne.

Każda z tych rzeczy budzi domysły i prawie zawsze gorsze niż rzeczywistość. Dwa zdania w liście — rzeczowo, bez tłumaczenia się — zamieniają domysł w fakt. „Przez ostatni rok opiekowałam się chorym rodzicem; od września jestem w pełni dostępna" mówi rekruterowi wszystko, czego potrzebuje.

3. Ogłoszenie wprost o niego prosi

Brzmi banalnie, ale jest najczęściej ignorowane. Jeśli ogłoszenie wymaga listu albo zadaje konkretne pytanie („napisz, dlaczego interesuje Cię nasza branża"), zgłoszenie bez odpowiedzi jest niekompletne, a niekompletne odpada pierwsze — często bez czytania CV.

Takie wymaganie bywa zresztą celowym filtrem: rekruter sprawdza, kto czyta ogłoszenie do końca.

Kiedy można go spokojnie pominąć

W tych przypadkach czas lepiej wydać na dopasowanie słów kluczowych w CV do konkretnego ogłoszenia — to przynosi więcej niż list, którego nikt nie otworzy.

Jak napisać list, który ktoś przeczyta do końca

Jeśli jesteś w jednej z trzech sytuacji powyżej, list ma jedno zadanie: odpowiedzieć na pytanie, które CV zostawia otwarte. Nie streszczać CV, nie wyliczać zalet, nie dziękować za uwagę w trzech akapitach.

Prosta struktura, która działa:

  1. Pierwsze zdanie: na co aplikujesz i dlaczego akurat Ty. Bez „Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem ogłoszenie…" — rekruter wie, że je przeczytałeś, skoro aplikujesz.
  2. Środek: odpowiedź na pytanie z CV. Dlaczego zmiana branży, co robiłeś w czasie przerwy, skąd przeprowadzka. Konkretnie, z jednym przykładem.
  3. Jeden dowód dopasowania, którego nie widać w CV. Projekt, który robiłeś po godzinach. Kurs, który skończyłeś, bo ta zmiana nie jest kaprysem. Coś, co łączy Twoje doświadczenie z tym stanowiskiem.
  4. Jedno zdanie zamknięcia. Bez formułek.

Długość: do 200 słów. List, który mieści się na jednym ekranie bez przewijania, ma szansę zostać przeczytany w całości. Dwie strony — nie.

Czego nie robić

Co z tego wynika

  1. Domyślnie list nie jest potrzebny. Nie pisz go do każdej oferty.
  2. Pisz go, gdy CV zostawia pytanie — zmiana branży, przerwa, nietypowy ruch — albo gdy ogłoszenie wprost o niego prosi.
  3. List ma odpowiedzieć na jedno pytanie, nie streszczać CV. Do 200 słów.

Jeśli wysyłasz kilkadziesiąt zgłoszeń, ta zasada oszczędza wiele godzin — i pozwala włożyć więcej staranności w te kilka listów, które naprawdę ktoś przeczyta.

Artykuły na blogu mają charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie stanowią indywidualnego doradztwa zawodowego.